O autorze
Zwyciężczyni jednego z odcinków "Szansy na sukces", półfinalistka "The Voice of Poland". Uczyła się gry na skrzypcach, kontrabasie, studiowała wokalistykę jazzową.

Weź się za siebie i swojego psiaka

Panuje wśród ludzi taka opinia, że pies nie nadaje się do miasta.

Przez te kilka lat, kiedy zdążyłam psa mieć i jednocześnie o psach nic nie wiedzieć, w międzyczasie przez rok, tydzień w tydzień, pojawiając się na szkoleniach z posłuszeństwa na dwóch różnych poziomach - dla szczeniaków i dla starszaków, myślałam, że już naprawdę wiem o psach wszystko. Po tym czasie, kiedy teoretycznie pies był już "ustawiony", czyli reagował na przywołanie, potrafił zrobić siad, leżeć i takie tam, okazało się ponownie, że nic tak naprawdę nie wiem. Jasnym zaczęło się stawać, że pies nie jest od wykonywania naszych rozkazów i dawania nam poczucia, że posiadamy jakąś pozaziemską siłę, pozwalającą nam władać innymi gatunkami. Okazało się, że możesz być dla psa nie tylko "panem" i władcą, ale możesz być dla niego przyjacielem, nawet więcej - pies nie ma grupy znajomych, z którymi może umówić się na kawkę. Pies ma tak naprawdę tylko Ciebie. Jesteś jego jedynym przyjacielem.




Kto jest przyjacielem mojego psa
Z tego, co zdążyłam zauważyć, w mieście przyjacielem "mojego psa" są inne, przypadkowo spotkane psy. Nie właściciel - właściciel jest od wyprowadzania psa. Albo nawet inaczej - pies wyprowadza właściciela, ciągnie na smyczy to w prawo, to w lewo - tam, gdzie aktualnie znajduje się atrakcja - inny pies, jedzonko, zabawka innego czworonoga, inny człowiek, rowery, koty, wiewiórki, ptaki itd.
Ostatnią osobą, która psa obchodzi, jest właściciel. I snuje się taki zombie-pan ze smyczą w ręku, i sunie tak po ścieżynkach ogrodów miejskich, a pies szuka atrakcji, którymi urozmaici sobie spacer.
Pozwalając psu na olewanie nas, przesuwamy się na własne życzenie na ostatnie miejsce w piramidzie atrakcyjności. Nie wymagając od psa kompletnie niczego, nie oczekując prawidłowej reakcji na wydane polecenia ("zostaw kota!" -> pies nie reaguje i biegnie za kotem ->powtórzone "zostaw kota!"->pies nie reaguje i biegnie za kotem -> "co za kretyn" wypowiedziane do telefonu, w którym schowana jest przyjaciółka,"a niech se biegnie za tym kotem" - pies ma atrakcje, wie, że może nas ignorować, my nie mamy dla niego silniejszego "argumentu", ale przede wszystkim nie pokazaliśmy mu na początku, co oznacza "zostaw"), nie pokazując psu prawidłowych rozwiązań na trudne sytuacje, sami doprowadzamy do tego, że nie mamy jasnej, czytelnej dla obu stron relacji, pies jest zdezorientowany, bo nie wie, o co nam chodzi, z drugiej strony wie, o co jemu chodzi i spełnia swoje dziecięce marzenia o pogoni za WSZYSTKIM i zabawie ze WSZYSTKIM, bo wie, że może mieć nas w poważaniu.

Po drugiej stronie barykady staną na pewno osoby, które powiedzą, że pies jest szczęśliwy, kiedy może robić co chce i z kim chce. I rzeczywiście, wydawać by się mogło, że ten argument zamyka gęby takim jak ja na wieki.

Ale niestety mi tej gęby nie zamyka. Brnę dalej. Owszem, pies, któremu nie stawia się wymagań będzie szczęśliwy, ale w warunkach naturalnych, to znaczy takich, w które człowiek nie wsadza swoich macek, gdzie psy mogą same ustalić hierarchię, rytm dnia, realizować swoje potrzeby - tak, w takich sytuacjach wymaganie od psa, żeby usiadł na żądanie i czekał na komendę zwalniającą jest totalnie niepotrzebne. Ale mamy psa w naszych, ludzkich warunkach, na naszych zasadach i, co gorsze - w mieście.

Pies musi się przywitać


Pies w terenie zabudowanym ma o wiele więcej bodźców do zrozumienia i zaakceptowania niż pies mieszkający na wsi. Wiele z tych bodźców sprawia, że pies non stop jest na wysokim poziomie ekscytacji, nie ma momentu oddechu, chwili spokoju, kiedy może z siebie strzepnąć emocje, wyluzować się i radzić sobie z innymi bodźcami. Jest wiele sytuacji, w których człowiek nie zdaje sobie sprawy, że jego pies (czy pies obcej osoby) może czuć się niekomfortowo.
Winda - wsiadamy z psem do windy, pies siada grzecznie, bo go tego nauczyliśmy, wyprzedzając myślami to, co może wydarzyć się w przyszłości - jeśli pozwolimy psu na dziki taniec węchowy w windzie, dlaczego miałby tego nie robić, kiedy następnym razem będzie z nami jechać ktoś z pachnącymi zakupami, ktoś, kto właśnie wraca ze stajni, inny pies, czy pańcia z kotem w transporterze. (Sama byłam wielokrotnie obwąchiwana i oblizywana po nogach przez obcego psa. Kiedy proszę o to, by psa zabrać, słyszę fuknięcia, obruszenia, ciekawostki o tym, że nienawidzę zwierząt, że jestem złym człowiekiem itd.)
Jeśli nauczyliśmy psa siedzieć spokojnie w pustej windzie, z pewnością po czasie da on sobie radę w windzie z piekarzem i pracownikiem KFC. Jeśli nie pokazaliśmy mu, czego od niego oczekujemy, pies piszczy, wącha,wspina się, ślini, wskakuje na obcych ludzi, którzy zazwyczaj znoszą to i nic nie mówią, ale swoje pomyślą. Domyślając się, że nie wszyscy mogą sobie tego życzyć, warto jest psu pokazać, żeby nie wariował w ogóle. No bo skąd pies ma wiedzieć kto sobie życzy, a kto nie?
W windzie zdarza się często jeszcze jedno - pies siedzi grzecznie, ludzie się schodzą, niezręczna cisza, wszyscy patrzą na psa iiiiiiiii na raz - jaki śliczny, jaki słodki, cmok cmok cmok - walka o to, kto rozmerda pieskowi ogon najbardziej. Ludziom wydaje się, że pies to bardziej inteligentna zabawka, że żyje po to, żeby nam umilać czas - niezależnie od tego, czy to pies koleżanki, czy obcy - każdy pies jest po to, żeby nas rozbawić, wyluzować, a w dodatku marzy o tym, żebyśmy go głaskali i przytulali bezustannie. Nie, nie jest tak. Nie każdy pies lubi być głaskany, nie każda sytuacja nadaje się do tego, żeby psa zaczepiać, nie każdy pies jest na takim poziomie "zaprogramowania", że bez problemu przyjmie nasze przekroczenie jego granicy. Dlaczego nie ciumkamy do obcych dzieci czy nieznajomego przystojniaka w windzie? Dlaczego respektujemy ich przestrzeń, a psa traktujemy jak bezmózgą własność wszystkich? Pies na wsi przejdzie sobie spod domu do krzaczka albo do kolegi 2 km dalej na spokojnie, bez zaczepiania, bez wyciąganych rąk, bez trzymania go w napięciu przez kilka pięter jazdy windą wśród zapaszków i cmokań. Na spokojnie przemieści się z punktu a do punktu b, jeśli zajdzie taka potrzeba - zatrzyma się i odpocznie, bez obawy, że ktoś może bez ostrzeżenia wyciąnąć do niego rękę. Dajmy psom odrobinę poczucia bezpieczeństwa i przewidywalności, tak, jak sami wymagamy od obcych szacunku do naszej przestrzeni osobistej.

Pies na chodniku
- pies musi się przywitać nie tylko w windzie (wiadomo), ale również na chodniku. Pies musi przywitać się z każdym psem, którego widzi, prawda? Potem mamy sytuację, że pies szósty rok wije się jak te takie małe, co widać tylko pod mikroskopem, piszczy, ciągnie, szarpie na smyczy, bo 30 metrów dalej jest pies, z którym chce się przywitać! Skoro przez sześć lat witał się z każdym napotkanym psem, to biegnij z nim teraz do tego 30 metrów dalej, nie ważne, że z kimś rozmawiasz, że płacisz za gazetę w kiosku. Czy nie jest to nie fair wobec psa, że przez tyle lat pozwalasz mu "się witać", a kiedy jest Ci niewygodnie, zabraniasz mu tego? Może lepiej od początku nauczyć psa, że NIE MUSI SIĘ ZE WSZYSTKIMI WITAĆ?
Pies od tego nie umrze, co więcej - nauczysz psa, że huśtawka emocjonalna nie jest wymagana i że lepiej i bezpieczniej, ale i spokojniej będzie, jeśli pies będzie nad sobą panował.

Kiedyś myślałam, że psu jest obojętne czy mieszka na wsi, czy w mieście (przy odpowiedniej dawce ruchu, zabaw, przewidywalnych i bezpiecznych atrakcji), ale powoli zaczynam zmieniać zdanie na ten temat i uważam, że pies w mieście ma gorzej głównie z powodu ludzi, dla których psiaki to atrakcje przyrodnicze (rodzice do dzieci - "zobacz, hauhau", znudzone grupy nastolatków - cmokcmok, zakochane w psach nastolatki - piiiiiiiiiisk, spacerowicze w niedzielne popoludnie - gwizdgwizdgwizdgwizd); nie szanuje się ich emocji, nie czyta się ich sygnałów, dzięki którym zdradzają nam, że się boją, że nie chcą "tu być i tego robić", bo pies dla miastowych to wierna, miła i sympatyczna ozdóbka, i dla co bardziej towarzyskich - atrakcyjny robaczek na towarzyskie rybki.

Od jakiegoś czasu kształcę się w kierunku rozumienia psów (behawior psa, kurs trenerski, kursy posłuszeństwa), mam za sobą próby w psich sportach (agility, flyball), rozpoczęłam współpracę ze schroniskiem dla koni, które to miały być przerobione na kiełbasę, pracuję z problematyczną młodzieżą, pracowałam również z osobami upośledzonymi umysłowo, więc, jak widać, interesują mnie ciekawe przypadki. Jeśli masz problem ze swoim psiakiem i nie wiesz, jak sobie z tym poradzić, myślisz, że pies nadaje się tylko do oszczekiwania dziwnych typków w sąsiedztwie, chciałbyś wykrzesać z psa potencjał, który w nim gdzieś tam jest, nie rozumiesz, dlaczego pod Twoją nieobecność psiak demoluje mieszkanie i psychikę sąsiadów, skontaktuj się ze mną (fb) - postaram się zaradzić na tyle, na ile pozwoli mi moja wiedza.
Trwa ładowanie komentarzy...