O autorze
Zwyciężczyni jednego z odcinków "Szansy na sukces", półfinalistka "The Voice of Poland". Uczyła się gry na skrzypcach, kontrabasie, studiowała wokalistykę jazzową.

Czy Bayer Full dla Chin jest jak K-Pop dla świata?

K-pop to styl muzyczny, który ewoluował w Korei Południowej i łączy w sobie wiele gatunków, ale przede wszystkim dance i pop. Teksty śpiewane przez grupę młodych ludzi są głównie po koreańsku, ale znajdziemy również dłuższe wtrącenia w języku angielskim. Gatunek charakteryzuje się tanecznym rytmem (w końcu to dance), ale i kolorową, rozbudowaną oprawą wizualną - teledyski są dynamiczne, nasycone kolorami, szybkie w choreografii i montażu.

Od strony, nazwijmy to, muzyczno-technicznej utwory brzmią bardzo profesjonalnie, śpiewający w kwestii techniki wokalnej są wyjątkowo sprawni, teledyski są dopracowane w każdym szczególe i mimo, że język koreański nie jest na pierwszy rzut ucha zbyt przyswajalny dla Polaków (jesteśmy przyzwyczajeni jednak do muzyki śpiewanej w języku angielskim), to niekiedy piosenka potrafi być tak płynna i chwytliwa, że po czasie niezrozumiały język koreański przestaje być kłopotem.



No dobrze. Technicznie jest to dopracowane w każdym szczególe, wykonawcy dobierani są po ostrych selekcjach, zebrani w grupę zostają przypadkowi ludzie, zatem nie można tego nazwać sztuką. Machiną do zarabiania pieniędzy owszem, ale sztuką na pewno nie. Czy na pewno?
Kilka lat temu świat oszalał na punkcie utworów z filmów bollywoodzkich. Mimo, że z pozoru mogło się to wydawać jednym wielkim festiwalem kiczu i tandety, to biada temu, kto do końca życia nie zmieni zdania. W piosenkach z indyjskich komedii romantycznych słyszymy tradycyjne śpiewy hinduskie i , znowu - bardzo sprawnych technicznie śpiewaków. Dostajemy ogromną lekcję muzyki w bardzo miłej i przyjemnej dla ucha formie - kolorowe teledyski i zwariowane piosenki. Lekcja muzyki z tematem "Tradycyjna muzyka Indii" to to nie jest, hm?
Na podparcie mojej tezy proponuję piosenkę z filmu "Kadhalan" z 1994 roku.




(Fragment melodii został zresztą wykorzystany przez Will.i.am'a w piosence "It's my birthday".)
Mamy tu sporo tradycyjnego brzmienia połączonego z tanecznym rytmem i szalonym, nowoczesnym na tamte lata teledyskiem.

Wracając jednak do Azji Wschodniej - na punkcie K-popu oszaleli nastolatkowie na całym świecie.W sumie trudno się dziwić - muzyka dostarcza dzieciakom frajdy wizualnej i muzycznej.

Kilka lat temu polski zespół disco polo Bayer Full ruszył na podbój Chin. W artykule polskiego Newsweeka z 2010 roku możemy przeczytać, że zespół Bayer Full ma pomóc polskim przedsiębiorcom w nawiązaniu kontaktów biznesowych z Chińczykami.
Całego artykułu i historii Bayer Full goes to China streszczać nie będę, pozostawię to ludziom o mocnych nerwach.
Jaka jest różnica między naszym polsko-chińskim P-popem a azjatyckim K-popem oraz mieszanką starego i nowego w Indiach? Słuchając zespołu Bayer Full po prostu się wstydzę. Wstydzę się, że ktoś wpadł na pomysł, żeby nasz kraj reprezentował zespół disco polo, ktoś wydał płyty (które miały trafić do chińskich rąk za darmo), opłacił wyjazd i starał się promować muzykę, która nie wyróżnia się brzmieniem, techniką, oryginalnością, nie nawiązuje do tradycyjnej muzyki ludowej, oparta jest na najprostszej, najniższych lotów muzyce, harmonii, o tekście już nie wspomnę, bo powiedzmy, że jest to sprawa drugorzędna w muzyce masowej.
Co więcej - wokalista postanowił zaśpiewać po chińsku.Wyzwanie ogromne, tylko pytanie - po co. Język chiński w piosence disco polo brzmi jeszcze bardziej groteskowo niż piosenka disco polo po polsku.

Moje pytanie do samej siebie jest takie - czy Polacy uważają, że Chińczycy są aż tak ograniczeni, mają tak słaby dostęp do muzyki i nie są w stanie racjonalnie odbierać tego, co serwuje im rzeczywistość i łykną Bayer Full po chińsku?
Może chodziło o zerwanie interesów Polska-Chiny w taki sposób, żeby nie urazić Azjatów? Sami się wycofają, to nie będzie kar finansowych.

Nie wiem. Wiem, że Korea tego światu ani sobie nie robi, Indie też starają się nie strzelać swojej kulturze w kolano. Kiedy poważna instytucja wysyła sygnały dymne światu (z tekstu w Newsweeku wynika, że palce maczało w tym wówczas polskie ministerstwo gospodarki), że jesteśmy, warto to robić z klasą, tak jak to robi Korea Południowa.



Trwa ładowanie komentarzy...