frrrrrrrr trrrryyyy pac pac brzdęk bęc bęc

„Ja jazzu nie słucham, bo jest za trudny.” „ Ja tam słucham wszystkiego, co w radiu leci.” „Wszystko lubię.”

Na początku zaznaczam (żeby koledzy jazzmani nie wbijali igieł w laleczkę voo doo z moją podobizną ;) –nie uważam się za muzyka jazzowego. Uwielbiam improwizację, uwielbiam otwarte formy, ale wiem, że nazwanie się muzykiem jazzowym wymaga :
a) wiedzy teoretycznej – jaki akord ograć jaką skalą (do zrobienia, ale trzeba posiedzieć nad tym);
b) w grze prędkości światła, technicznej precyzji (do zrobienia, ale trzeba posiedzieć nad tym);
c) trzeba mieć super instrument;
d) trzeba grać joby.


Rzadko kiedy w szkole ktoś wytłumaczy, o co chodzi z tym jazzem. Dla niektórych jest to wiedza tajemna, więc postanawiam krótko, zwięźle i natemat.pl pokazać tym,których nigdy to nie interesowało, o co chodzi.

Mamy standard jazzowy. Standard staje się standardem, kiedy grany jest w każdym najmniejszym klubie jazzowym na świecie, ograny jest tysiąckrotnie we wszystkich tempach, od przodu, od środka, od tyłu. Musi być kawałkiem napisanym przez szanowanego jazzmana, najlepiej żeby był napisany kupę lat temu. Obudzisz jazzmana w nocy - będzie w stanie bezbłędnie zagwizdać linię standardu, powie ci wszystkie funkcje harmoniczne w kolejności i jeszcze dośpiewa improwizację.
Na Wikipedii jest ładna definicja http://en.wikipedia.org/wiki/Jazz_standard.

Bierzemy taki standard.
Weźmy „So What” Davisa.
Zaczyna się wstępem, którego na jam session się nie grywa.
Wchodzi temat.
Forma tematu jest taka: AABA
Kontrabas rozmawia z instrumentem harmonicznym (takim, który może zagrać więcej niż jeden dźwięk na raz - fortepian - B.Evans) i dęciakami (saksofon -Coltrane, trąbka - Davis).
Temat zamyka się w 32 taktach. Każda część (AABA) po 8 taktów. Część A grana jest w D-7 (d-moll z septymą), część B tematu jest identyczna, tylko zagrana pół tonu wyżej (z białego klawisza wskakujemy na pierwszy czarny po prawej) – w Eb-7 (es-moll z septymą –b obniża dźwięk o pół tonu, co jeszcze pamiętamy
z podstawówki, czyli „e” obniżone daje „es”).

Zatem forma tematu to |8 taktów D-7| |8 taktów D-7| |8 taktów Eb-7| |8 taktów D-7|.

Temat został zagrany. Zaczynają się sola. Solo powstaje tu i teraz. Nie ma dwóch takich samych solówek (chyba, że uczymy się ich na pamięć - u mnie w szkole trzeba było to robić - spisywać i uczyć się solówek bogów jazzu). To, jak wygląda solo, zależy od wielu czynników. Samopoczucie, znajomość harmonii, rozgrzewka bądź jej brak, gaduły na sali, kompetentni lub beznadziejni współmuzykanci, alkohol i inne, sytuacja w domu, w pracy, w kraju i za granicą. Żarcioszek.
Davis gra solo, ale oczywiście trzymając się formy, czyli AABA . Harmonia, tempo
i muzycy zostają bez zmian, a solista improwizuje. Jak już wie, że przesadza, daje znać następnemu (zazwyczaj saksofoniście, chyba, że nie ma go w składzie), że teraz on może dobić słuchacza. Dzieje się to na ostatnim A, żeby następny mógł zacząć od początku formy snuć swoją niekończącą się opowieść. Tak samo jak trębacz, saksofonista gra tyle chorusów (AABA), na ile mu starcza weny i chęci.
Słuchacze wlewają w siebie kolejne piwo, saksofonista się kłania, słuchacze piszczą, solo zaczyna grać pianista. I tak dali, i tak dali. Jak już panowie widzą, że wystarczy, to dają sobie znak i grają temat.
Identycznie jak na początku.
Często na jamach solo gra też perkusista - są tak zwane czwórki - po cztery takty improwizacji perkusisty i innego instrumentalisty naprzemiennie.
No i cała filozofia.
Nic trudnego.
Po solówce muzyk się kłania, publiczność nagradza go brawami.
Są oczywiście w jazzie inne formy, ale na razie tyle.

I na koniec
Koledzy muzycy mówią, że jazz to DUŻO, SZYBKO I BEZ SENSU.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Muzyka
Skomentuj