O autorze
Zwyciężczyni jednego z odcinków "Szansy na sukces", półfinalistka "The Voice of Poland". Uczyła się gry na skrzypcach, kontrabasie, studiowała wokalistykę jazzową.

Muzyczne tasiemce atakują układ trawienny ludzkości. Hmm... Napisałam to, czy tylko pomyślałam?

Hej! Tu Wasze ulubione radio Dobra Energia. Dziś po długim czasie zastanawiania się, czy w ogóle jest sens siać dobrą energię na ten temat chciałabym napisać o zjawisku, które pojawiło się po sukcesie piosenki „Happy” Pharrella Williamsa. Choć sumie nie jestem pewna, czy nie zaczęło się od piosenki „Get Lucky” Daft Pank. Dziś o piosence Justina Timberlake’a „Can’t Stop The Feeling”.

Wszystkie trzy wymienione piosenki były zagrane z dwa miliardy razy w każdej stacji radiowej, może poza Radiem Jazz fm.
Im dłużej żyję, tym mniej widzę przypadków.
Nie widzę przypadku w tym, że po sukcesie jednej przeźroczystej piosenki opartej na powtarzanych w kółko czterech wesołych (i nie w sensie harmonii – durowych) akordów, wymyślonych przez różowego jednorożca z Berklee College of Music, powstaje następna i następna.

Prawdą jest, że trudno przewidzieć, co spodoba się ludziom, jaka piosenka stanie się trendem na najbliższy sezon Spring-Summer 2016, poza tym konkurencja nie śpi, a czas w radiu się nie rozciągnie, zatem lepiej korzystać ze sprawdzonych patentów. Niektórzy lepiej sobie radzą z tym, niektórzy działają na niekorzyść - chciałabym powiedzieć na niekorzyść sztuki muzycznej, ale nie powiem, bo, nie ukrywam, że działają na moją niekorzyść – jest mi po prostu dobijająco smutno, kiedy słyszę, jak po tak świetnej, dość trudnej, ale bardzo ciekawej płycie „The 20/20 Experience” Justin wyrównuje ciśnienie w komórce piosenką prostą, infantylną i do tego z nierówno zmontowanymi tancerzami, że aż moje wewnętrzne dziecko tak głośno ryczy, że sama mam już je ochotę oddać do okna życia.

Z tym korzystaniem z patentów jest jedno niebezpieczeństwo. Jakiś czas temu Natasza Urbańska wraz z Janem Smoczyńskim, prawdopodobnie w tej samej wylęgarni dźwięków, w której powstawała moja płyta, nagrali przegenialny utwór „Rolowanie”. Słuchać w utworze inspiracje raczej zaczerpnięte ze światowej dobrej muzyki popowej. Świetne brzmienia, świetna energia, drive - no wszystko wszystko. Niestety Natasza nie ma dobrej prasy i cała muzyczna praca, zamysł i dobra energia poszły się… utopić. Do tej pory nie rozumiem, jak bardzo ludzie potrafią bezmyślnie brnąć w jedną opinię. Nie rozumiem też dlaczego „autorytety muzyczne” nie przywołują ludzi do porządku i nie wytłumaczą, że czasem lepiej uprzedzenia wsadzić sobie do torebki, żeby cieszyć się czymś bardzo fajnym.
Podobnie było ze świetną piosenka do ostatniego Bonda – Sam Smith „Writing’s On The Wall”. Być może nie spodobała się ludziom, ponieważ zabrakło „raz” na gitarze, a my przecież jesteśmy przyzwyczajeni do rąbanki – wszak disco polo przeżywa obecnie renesans. Nic to, że ostatecznie piosenka z Bonda otrzymała Oscara.
Na pewno wpływa na opinię większości możliwość komentowania pod dziełami sztuki – ludzie nakręcają się nawzajem w stronę pozytywnego bądź negatywnego zdania na każdy temat. Ten, kto nie wie co myśleć, pójdzie poczytać komentarze.
Cały ten efekt „hurra”, facebooka, tłumu itp. wykorzystuje się później przy tworzeniu – tworzeniu dzieł, mających na celu zaspokoić potrzeby, odpowiadać na trend, zamiast takich, które pokażą coś nowego, innego, ciekawszego.
Spodziewam się, że jeszcze usłyszymy kilka „wiralowych” wesołych, dobrze zrobionych, ale nudnawych piosenek, które staną się hitem.
Takie hity kojarzą mi się z facebookową nadpobudliwością prawego kciuka. Machasz nim, scrollujesz ekran i cos tam niby widzisz na tym wallu, ale musisz patrzeć dalej, bo dalej też są bardzo ciekawe posty, zdjęcia, jedzenie, informacje, wydarzenia. Facebookowy wall to wielka masa wzbudzających emocję bodźców, które w ostateczności nie mają żadnego charakteru czy znaczenia dla naszego życia.
Jestem zdecydowaną przeciwniczką facebookowego manipulowania sobą nawzajem – wszyscy starają się udowodnić sobie wzajemnie, jakimi są bohaterami we własnych niesamowitych życiach, ostatecznie obraz rzeczywistości wykrzywiając w taki sposób, że to życie właśnie gubimy.
Nagrywanie wiralowych piosenek-tasiemców, polegających na powtarzaniu przez cztery minuty tego samego segmentu uzbrojonego jest taką ścieżką dźwiękową naszych czasów – jest prosto, milutko, nie przeszkadza – jest świetnie.


Sekcja spalonych na stosie:







Sekcja rzygających tęczą jednorożców:





Trwa ładowanie komentarzy...