Border Collie na Facebooku

Od jakiegoś czasu przeglądam sobie Facebooki borderowe. Mam nadzieję, że nikogo śmiertelnie nie obrażę. Chcę się tylko podzielić spostrzeżeniem. Wydaje mi się, że borderowcy zaczynają zjadać własny ogon. Po pierwsze – zakładanie borderowi Facebooka od szczeniaka. W ogóle zakładanie borderowi Facebooka…

Sama założyłam stronkę, ale psy były tylko pretekstem. Liczyłam na to, że pewne historie, które spotykają nas podczas życia i spacerów wśród ludzi, dadzą do myślenia właścicielom psów, którzy swoje czworonogi mają tylko do karmienia ich i sikania nimi. Wiem, że właściciele psów rasy border collie są bardzo świadomymi i wyedukowanymi w tym temacie ludźmi, dlatego zupełnie nie śmiem ich pouczać i nie do nich chciałam kierować treści u siebie. Ale co zauważyłam? Lajkują nas bordery!
Wracając do zakładania profilu psu. Filozofia stronki takiego bordera polega na prowadzeniu dokumentacji „z życia psa” niemal od jego poczęcia, od zdjęcia USG mamy.
Każde wyjście, każde „leżeć” jest fotografowane i opatrywane stosownym opisem. I tak spacer to socjalizowanie, siku i kupa to trening czystości, wyjście wokół bloku, bo pada, to trening węszenia (jak jest mokro na zewnątrz pies ma nos tuż na chodniku), rzucanie patyka to trening aportu, chodzenie to trening obedience, przeskoczenie przez ławkę to trening agility – oczywiście wszystko tak sfotografowane, że robi wrażenie. Macie tak wspaniałe psy i zamiast cieszyć się czasem znimi próbujecie udowodnić innym (i chyba trochę sobie), że Wasz pies jest championem w każdej najmniejszej dziedzinie.
Każdy border jest wspaniały, to prawda. I pasjami oglądam filmy i zdjęcia, ale myślę sobie, że ktoś te zdjęcia musi robić – i wtedy dociera do mnie, że tak samo jak nagrywa się i filmuje dzieci, żeby mieć super wklejkę na Facebooka, tak samo szuka się najlepszego ujęcia bordera.
Wracając do Facebooków – jaka jest wartość dla odbiorcy z tego, że wrzucacie swoje własne prywatne zdjęcia Waszych ukochanych psów? Praktycznie żadna. Informacja dla „fanów” jest taka, że Wasz border jest ponadprzeciętnie wysportowany, rozwinięty, a Wy dostarczacie mu wszelkich możliwych bodźców, by być najlepszym na świecie handlerem. Profil bordera lajkuje profil bordera, żeby podpatrywać rozwój innych. I tymi oto dwoma akapitami wracam do pierwszego – lajkują nas bordery, bo jesteśmy borderami.
Uważam, że jest to lekko niehumanitarne dla psów, żeby dokumentować ich życie – nie po to są naszymi przyjaciółmi. Naszymi, a nie setek naszych znajomych. Nie powinniśmy potrzebować aprobaty i akceptacji z zewnątrz, powinniśmy chcieć rozwijać ich umiejętności dla samych siebie.
Pomijam oczywiście kwestię zarabiania na psach. Ale z pewnością większość fanpage’y na siebie nie zarabia, są to po prostu strony dla pasjonatów.
Trochę przeraża mnie to, że prawie wszyscy właściciele borderów się znają. A nawet jeśli nie właściciele, to większość kojarzy bordery z imienia, maści, sukcesów itp.
Szkoda tylko, że później w internecie ciężko jest znaleźć praktyczną wiedzę, rady, komentarze, sytuacje, opisy, kłopoty, rozwiązania. Wszystko jest tak cukierkowe, kolorowe i radosne. Dziwi mnie tworzenie alternatywnej, nierealnej rzeczywistości, gdzie każdy border jest ponadprzeciętnie inteligentny, zna milion sztuczek, trenuje wszystkie dostępne na rynku sporty, doskonale łapie frisbee, jest żywiołowy i ponad wszystko oddany. Jeśli tak jest, to super. Ale wiem, że dużo w tym podkoloryzowywania, nie każdy jest stabilny i bezproblemowy, nie każdy tak szybko „kuma”.
Uważam, że każdy powinien jednak tą prywatność w jakimś stopniu chronić, a krokiem do jej utracenia jest wrzucanie codziennie zdjęć z każdą najmniejszą pierdołą wykonaną przez naszego psa, wzniesioną do rangi próby zbawiania świata przez naszego superbohatera.
Błagam, nie zlinczujcie mnie, borderowcy. Po prostu żyjcie własnymi życiami bardziej.
Trwa ładowanie komentarzy...